Sto cieni

 



W lesie ujrzałam cień.
Z początku nie zdawałam sobie sprawy, że nim jest. Dostrzegłszy sylwetkę przedzierającą się przez krzaki i wchodzącą w gąszcz, pomyślałam, że i z tamtej strony musi się znajdować ścieżka. Plecy postaci zdawały się zresztą znajome, dlatego za nią podążyłam. Las gęstniał z każdym krokiem, im dalej szłam, tym bardziej mnie do niej ciągnęło
(cytat z książki)

Jak dobrze wiecie, lubię literaturę azjatycką. Dość często po nią sięgam, co widać po recenzjach, które zamieszczam. Tym razem zdecydowałam się na powieść Sto cieni. Zaintrygowała mnie okładka i opis, które chociaż zdradzały klimat historii, to nie podawały zbyt wiele informacji. Sięgając po powieść, miałam nadzieję na dobrą opowieść. De facto się zawiodłam i to dość mocno. O moich wrażeniach nieco niżej. 

Opis książki ze strony wydawnictwa:

Uważaj, nie podążaj za cieniem… 


Powieść koreańskiej pisarki Hwang Jungeun w intrygujący sposób eksperymentująca z językiem i konstrukcją jest jak niepokojący sen. Oniryczna narracja o parze zakochanych, spotykającej się w scenerii podupadającej seulskiej giełdy elektronicznej, miesza się tu z krytyką przerażających skutków ubożenia społeczeństwa i gentryfikacji. Widmo rozbiórki zubożałego, gigantycznego kompleksu budynków — domu dla właścicieli sklepików z elektroniką — wisi nad bohaterami jak złowrogi cień. 


Sto cieni polecamy wszystkim współczesnym marzycielom, miłośnikom ciasnych uliczek i zagraconych sklepików, spacerów po zmroku i gry w badmintona przy księżycu, którzy wierzą, że literatura ma moc zmieniania świata na lepsze. 

Czytając opis, zasugerowałam się oniryzmem, co skojarzyłam oczywiście ze  Sklepami cynamonowymi Schulz'a i myślałam, że Sto cieni zabierze mnie w podobną literacką podróż.  To jednak była błędna samo-sugestia*. (Tak, wiem neologizm). 

Przeczytałam te historię, ale tak naprawdę nie do końca wiem o czym była. Co sprawiało, że się z nią trochę męczyłam pod koniec. Na początku pochłaniałam książkę, ale im dalej w las, tym bardziej nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. Zastanawiałam się, czy cienie są metaforą, czy legendą i jaką funkcję pełnią w całej relacji z życia bohaterów. A może to jednak powieść o  młodości i pierwszej miłości? Czy jednak o cieniach, które są i ich nie ma, ale są związane z mroczną legendą, czy opowieścią..., czy tak jak autorka sugeruje w posłowiu, że to historia o wydarzeniach z 2009 roku. 

Jeśli o tym ostatnim, to mnie z naszej perspektywy, ciężko to ocenić i powiązać, bo nie byłam światkiem tych wydarzeń. Piszę, że z naszej perspektywy, gdyż mieszkając w Polsce, za dużo o Korei w wiadomościach nie czytamy ani nie słuchamy, więc nikt z nas, albo niewiele osób o tym słyszało. Ta historia jest też tak napisana, że ciężko mi jest określić prawdziwy wiek bohaterów, nie wiem czy mają po dwadzieścia lat, czy więcej, raz zachowują się nieco infantylnie, czasem bardzo dorośle, ale z tych ich relacji niewiele dla mnie wynika. Emocji też za specjalnie we mnie ta powieść nie wzbudza. Nie wiem, czy to wpływ braku rozeznania w kulturze Korei, czy jak, ale mnie nie kupiła ta historia. 

I zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia, dlaczego to jest sklasyfikowane jako fantastyka? 

W tym wiecznie agresywnym świecie
wciąż jest trochę rzeczy, które da się lubić.
(cytat z książki).

* obrazek zrobiony jest przeze mnie w Canvie, bez użycia AI. 



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz


Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, bardzo mnie motywują do działania. Warto pozostawić po sobie ślad :).