Tydzień, zanim umrę - Seo Eun-chae




Wybrałam tę książkę spośród wielu świetnych bibliotecznych nowości, tytuł mnie zaintrygował jak tylko zobaczyłam okładkę, później przeczytałam opis i czekałam na premierę. Zdarza mi się przeglądać zapowiedzi i informacje premierowe u różnych wydawców, ale do Wydawnictwa Znak zaglądam też dość często, głównie ze względu na powieści Erica-Emmanuela Schmitta, ale jak widać powinnam też przeglądać stronę ze względu na literaturę azjatycką, która w naszych kręgach staje się coraz bardziej popularna. 

W jakiś sposób mnie to zachwyca, ponieważ odkąd przeczytałam Wrota Sōseki-ego Natsume, bardzo mnie ta literatura interesuje i intryguje. Sięgam po historie Japończyków ale i Koreańczyków. Jest w tych powieściach coś, czego nie znajdzie się w środkowej Europie. Nie chodzi jedynie o sposób narracji, ale chodzi też o samą perspektywę bohaterów. Wielu autorów z tamtych stron, pisze powieści w taki sposób, że akcja książki jest niespieszna, spokojna, a z drugiej strony prowadzi do przemyśleń o życiu, codziennym funkcjonowaniu w społeczeństwie, a czasem i w mniejszej jednostce jakim jest sąsiedztwo, czy po prostu rodzina. Pomijam różnice kulturowe, które są widoczne, gdy człowiek bardziej zaczyta się w tej literaturze. Mimo wszystko wciąż coś w takich powieściach mnie przyciąga. I sądzę, że szybko nie zrezygnuję, ponieważ mimo tego, że niosą ze sobą dużo przemyśleń, to jest w nich coś bardzo, ale to bardzo otulającego. 

Po moim jakże przydługim wstępie serdecznie zapraszam na recenzję. 

Tydzień, zanim umrę. - Seo Eun-chae to powieść, w której poznajemy koreańską legendę, która mówi o tym, że śmierć przychodzi do nas pod postacią ukochanej osoby, którą straciliśmy. Na początku, przeszły mnie ciarki, obawiałam się, czy nie trafiłam czasem na trudniejszą książkę niż przewidywałam, ale jest bardzo w porządku i czyta się niezwykle szybko. 

Poznajemy Hee-wan, która tęskni bardzo za Nam-u, który zginął w wypadku, bohaterka nie spodziewała się, że kiedykolwiek będzie miała szansę jeszcze go zobaczyć. Nie zdradzam w jakich okolicznościach, ponieważ zupełnie nie chcę zainteresowanym popsuć lektury. Miałam napisać i zabawy z niej związaną, ale to brzmi po prostu źle. Napiszę zatem, że nie chcę popsuć przyjemności związanej z czytaniem. 

Pierwsza część książki to perspektywa głównej bohaterki Hee-wan, a kolejne części pokazują nam wydarzenia z innej perspektywy. Co pięknie pokazuje, że każdy z nas zapamiętuje coś innego ze spotkań i każdy ma trochę inną prawdę, ale jego prawda nie jest gorsza od naszej, jest po prostu zupełnie inna, albo odrobinę się różni. Powieść pięknie to podkreśla, a ja żałuje tylko, że często zapominamy właśnie o tym, w naszej codzienności. Opowieść o życiu Hee-wan i Nam-u, to także historia o samotności, niezrozumieniu, ale również o tym, że nie warto tracić wiary i nadziei w odnalezienie, pozwolę sobie napisać tak; swojego człowieka, kogoś, przy kim jesteśmy sobą. 
Ta historia ma w sobie naprawdę wiele aspektów, ciekawych zagadnień, o których można by było zdecydowanie podyskutować w jakimś klubie książki, wydaje mi się, że każdy czytelnik mógłby znaleźć w niej coś innego, tak samo wartościowego, a będącego odbiciem jego literackiej potrzeby. 
Uwielbiam taką literaturę, trochę się zastanawiam, czy bardziej się rozwijać, czy jednak już Was przekonałam? 

Forma powieści jest bardzo przystępna, doceniam też pracę tłumacza, którym jest Pan Łukasz Janik, ponieważ czyta się naprawdę bardzo przyjemnie i niezwykle płynnie, łatwiej byłoby napisać, wręcz się płynie przez nią.

Poznając tę historię, tak sobie myślę, że powinnam jeszcze raz przeczytać początek książki, żeby spojrzeć z perspektywy kolejnych fragmentów na to, co było w pierwszej części o Hee-wan, żeby bardziej ułożyć sobie całość w głowie. I spojrzeć na bohaterkę z innej perspektywy, co by dopełniło wiadomości na jej temat. Pozwala też zobaczyć ją oczyma innych osób. 

I tak jak Almond  Won-Pyung Shon mówi o ważnych sprawach związanych z byciem samotnym wśród ludzi i rówieśników. A wynika to z bycia niezrozumianym. To skojarzyło mi się również z książką Erica-Emmanuela Schmitta Zapasy z życiem. Myślę, że te książki mogłabym położyć obok siebie. Warto je przeczytać. 

Polecam, czy wystarczająco Was zachęciła?
P.O. Pasja naszym życiem

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz


Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, bardzo mnie motywują do działania. Warto pozostawić po sobie ślad :).