Myślę o napisaniu tej recenzji już od dłuższego czasu i może po tak długiej przerwie uda mi się coś na jej temat napisać. To taka powieść z gatunku tych nietypowych lektur, które warto dosłownie i w przenośni po prostu przetrawić. Wracam do niej myślami już od dłuższego czasu, ale wciąż nie przychodziło mi jak ująć swoje wrażenia i ubrać je w słowa. Pora spróbować.
Nie mam ochoty żyć, ale za bardzo lubię tteokbokki – Sehee Baek to historia dorosłej kobiety, która każdego dnia mierzy się sama ze sobą, a właściwie ze swoją niską samooceną i kiepskim samopoczuciem, które wynika z tego pierwszego. W wyniku swoich doświadczeń stara się skonfrontować sama ze sobą i zapisuje swoje odczucia z terapii, w trakcie której się leczy. To można powiedzieć głęboka droga w głąb samego siebie i poszukiwania własnego ja, które gdzieś po drodze zgubiło ten właściwy kierunek. Główna część powieści dotyczy notatek z terapii, rozmów z lekarzem, chwilami można mieć wrażenie, że to bardzo intymna opowieść. A w szczególności podróż do przeszłości, rozumienie zranień i trudnych sytuacji, doświadczanie siebie na nowo z perspektywy dorosłej osoby, która funkcjonuje w społeczeństwie.
W odbiorze może wydawać się chwilami po prostu bardzo trudna, źle to zabrzmi, ale nagromadzenie trudnych emocji i niskiej samooceny bohaterki powoduje, że ta książka chwilami męczy i trzeba ją odłożyć, ponieważ nie da się jej przeczytać zbyt szybko... Najlepiej (oczywiście to tylko moje odczucie) jest sobie ją dozować i czytać fragmentami, żeby wejść w nią z należytym skupieniem, a z drugiej strony po porostu wynieść coś dla siebie z tej lektury.
Sama czytałam tę książkę dość długo, ponieważ potrzebowałam oddechu po kilku fragmentach, tak by trochę się zastanowić nad tym, o czym pisze autorka, a trochę też żeby poszukać samej siebie w tym, co zapisywała. To dobra i potrzebna książka, ale również dość wymagająca, czasu i skupienia, bo bez tego łatwo się w niej zgubić. Ponad połowa książki to zapisane rozmowy z doktorem, ale nie brakuje też autorefleksji bohaterki, a także słów otuchy dla czytelników i spojrzenia z dystansem. Towarzyszymy bohaterce w drodze, ale również w przemianie, która może nie jest dynamiczna, jak w powieściach pozytywistów, bo zmiany w życiu kobiety polegają na małych krokach, na niewielkich rzeczach, które stopniowo zaczyna zauważać, coś jak promienie słońca po zimie i szarości w Polsce, powoli zaczyna jaśnieć, uśmiechać się i otwierać oczy na rzeczywistość, a serce na samą siebie. Chyba dlatego ta książka wydaje mi się tak bardzo życiowa, może dlatego że, sama jestem osobą, która przeszła przez niską samoocenę i długo, długo pracowała nad sobą i wciąż pracuję, żeby uśmiechać się całą sobą.
Nie mam ochoty żyć, ale za bardzo lubię tteokbokki – Sehee Baek nie zastąpi ona oczywiście niczyjej terapii, ani pracy jaką człowiek nie raz, nie dwa musi wykonać, żeby odnaleźć samego siebie, ale warto zdecydowanie poświęcić jej swój czas i ponosić ją w sobie, bo tak jak w opisie, zdecydowanie ta historia zostanie z Wami na dłużej.
Dziękuję wydawnictwu Yumeka, że wydają takie dobre książki. I zdecydowanie czekam na drugi tom.
Czy zdecydujecie się sięgnąć po ten tytuł?
Pasja naszym życiem

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz
Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, bardzo mnie motywują do działania. Warto pozostawić po sobie ślad :).